Dwie cudowne książki, o tym, że warto wrócić do natury

Jak byłam mała (i trochę większa) chodziłam z mamą na działkę. Nie zawsze lubiłam to robić, czasami denerwowałam się na mamę, że muszę. Mówiłam wtedy, głupia działka. Teraz nie ma już działki…ani mamy. A ja dopiero od niedawna, od paru lat dosłownie, zaczynam doceniać to, co straciłam.

Czy się smucę z tego powodu? Trochę. Ale ponieważ całe życie byłam optymistką i wesoło patrzyłam na świat nie chcę tracić życia na smutki. Chcę je tracić na radość, taniec w deszczu, zabawę z moją córeczką, wspólne wyjazdy z rodziną, spotkania z przyjaciółkami. A najlepiej, by robić to wszystko podjadając pyszne rzeczy 🙂

A słowo pyszne wiąże się w moim pojęciu ze słowami: zdrowe, naturalne, z własnego ogródka lub od lokalnego rolnika. Z dużą ilością warzyw i ziół.

I dlatego właśnie sięgnęłam po te dwie cudowne książki wydane przez Marginesy.

To ogromna kopalnia albo lepiej ogród wiedzy! Wgłębiam się w nie powoli. Jeszcze nie sadzę, ale już myślę, co zrobić na wiosnę w doniczkach, bo ani ogrodu ani działki nie mam. Za to mam taras, gdzie mogę mieć dużo doniczek 🙂

Pierwsza książka “Zielona spiżarnia” opowiada historię dziewczyny, która przeprowadziła się pewnego dnia na wieś i zaczęła sadzić. To tak w skrócie 🙂

Dziewczyna ma na imię Karoline i dzieli się z nami fantastyczną wiedzą, jak wyhodować wspaniałe rośliny. Nawet na balkonie. Ale też jak założyć sad lub szklarnie na użytek własny. Jak na grządkach łączyć warzywa z owocami, by szkodniki mniej atakowały albo atakowały, co my chcemy, by atakowały 🙂

Książka podzielona jest na rozdziały: Grządki; Szklarnia; Sad; Ogródek ziołowy; Dziki ogród. A do tego przy każdym rozdziale są fantastyczne przepisy! Wypróbowałam już parę. Np. cudowne, rozgrzewające ZŁOTE MLEKO. A jak mojej córci smakowało!

Są przepisy na dania główne, na desery, na słodkości.

Jest las. Tak dobrze do niego wrócić. Zapomnieliśmy już trochę, jak to jest zaszyć się w nim. Zejść ze ścieżki i patrzeć, co nas otacza. A otacza nas dziki ogród, gdzie rosną rośliny (i nie mam tu na myśli tylko grzybów, bo tych nie umiem zbierać), ale zioła, owoce i drzewa.

I o tym bogactwie jest między innymi druga książka, czyli “Zielnik – jedzenie i domowe kuracje z łona natury”.

Czy wiecie, że paprotka zwyczajna, pędy świerku, igły sosny, młode liście brzozy…one wszystkie mają zastosowanie w kuchni? Ja pierwszy raz o tym przeczytałam i jestem absolutnie zafascynowana.

Książka to przewodnik po świecie dziko rosnących roślin. Na łąkach, w lasach…Opisuje szczegółowo wybrane gatunki. Pokazując nam, jak można wykorzystać je w kuchni oraz w apteczce.

Zupa z pokrzywy jest szeroko znana, ale Ketchup z jarzębiny, Przekąski z krwawnika, Sandacz z pędami świerku i korzeniem łopianu, czyż nie brzmi to wszystko bajecznie?

No i są kwiaty! Już od jakiegoś czasu popularne w kuchni. Teraz będę miała wreszcie odwagę je zastosować!

Całość jest pięknie zilustrowana. Przy każdej roślinie mamy jej dokładny rysunek.

Nie zdążyłam napisać o książkach przed świętami, a szkoda, bo są doskonałym materiałem na prezent! Prezenty można jednak robić przez cały rok, np. z okazji Walentynek, które się zbliżają!

A tak przy okazji, czy wiecie, że w mojej ukochanej Hiszpanii w Dzień Zakochanych w Katalonii, który przypada na 23 kwietnia ludzie obdarowują się książkami właśnie? I różami 🙂 Na ulicach w Barcelonie stragany uginają się zarówno pod jednym i drugim. Ot taka dygresja 🙂

Gorąco polecam obie pozycje. Są warte, aby je mieć we własnej biblioteczce i mocno z nich korzystać!

ZIELNIK-JEDZENIE I DOMOWE KURACJE Z ŁONA NATURY; LISEN SUNDGREN, WYDAWNICTWO MARGINESY;

ZIELONA SPIŻARNIA. JEDZENIE Z MOJEGO OGRODU; KAROLINE JONSSON; WYDAWNICTWO MARGINESY

avatar