Z Andaluzji do Maroka tak blisko….

Wystarczy wsiąść w któryś z promów w Algeciras lub Tarifie. Są promy małe i duże. Tym małym płynie się 35 minut, jeśli szczęście nam sprzyja, w towarzystwie delfinów.
I już. Jesteśmy na miejscu w Tangierze. Gdzie teraz dalej w głąb Maroka się wybierzemy zależy tylko od naszej fantazji.
Tangier – Casablanca – Essaouira – El Jadida – Marakesz.
A może Fez – Meknes – Rabat …

Do Maroka chce się powracać. Jest tam coś, co przyciąga i powoduje, że się można uzależnić.
Być może to nawoływanie – śpiew muezinów na modlitwę w meczecie? Być może słońce i uśmiech ludzi? Być może kolory? Być może słodkie naleśniki na śniadanie….
Bo desery marokańskie, mimo tego, że oblepiają nas dosłownie swoją słodkością, chce się jeść i jeść.
I właśnie te przysmaki przywieźli ze sobą Maurowie do Andaluzji.


Dyskutując o andaluzyjskiej kuchni nie da się pominąć kulinarnego dziedzictwa jakie pozostawili po sobie władający tymi ziemiami przez wiele wieków Arabowie. To właśnie nim miejscowa gastronomia zawdzięcza swoją magiczną aromatyczność objawianą zapachem ziół i przypraw: kminku, kolendry, szafranu, anyżu, mięty, imbiru, jaśminu, sezamu i cynamonu. 
Tym, co najdobitniej przypomina nam o dawnej obecności Maurów w Andaluzji są wspaniałe słodkości na bazie migdałów, daktyli i pigwy. Jednym ze znanych deserów jest tocino de cielo, o którym najstarsze wzmianki sięgają 1324 roku.

http://bakingbites.com/2012/04/tocino-de-cielo/

Może więc najpier śniadanie na słodko w Tarifie, a późna kolacja na słynnym placu Djama el Fna w Marakeszu? Da się zrobić w jeden dzień 🙂

Dodaj komentarz

avatar
wpDiscuz