Opowieści kulinarne – zakazana Gilda i tapas z San Sebastian

Jest taki słynny tapas. Pochodzi z San Sebastian i nazywa się gilda. Zacznijmy od nazwy. Chyba każdy z nas zna filmową scenę, w które Rita Hayworth zdejmuje rękawiczkę. Prawda? Tytuł filmu brzmi “Gilda”. Przypadek? Wcale. Przeczytajcie. Trzy składniki: dwie zielone oliwki (najlepiej z pestką i najlepiej odmiany manzanilla), guindillas – zielone pikantne papryczki chilli, peklowane…

Kontynuuj czytanie

Nowy cykl – kulinarne opowieści. Rozdział 1 – Szczypta szafranu.

To będzie opowieść o niezwykłym kwiatku. Jego magię poznałam mieszkając w Hiszpanii. Tam też poznałam jego pochodzenie. Powiem szczerze, że również soczewica nie gościła na moim talerzu, dopóki nie wyjechałam z Polski. Teraz, kiedy już wiem, że była ona uprawiana w Polsce przez wieki, dziwi mnie to, ale cóż. Tak było. Soczewicę zaczęłam jeść namiętnie…

Kontynuuj czytanie

Aqua de Sevilla – słodycz, orzeźwienie i mocne zakończenie

Koniecznie spróbujcie. I niech was nie zwiedzie niewinna nazwa, bo Woda Sewilli (Aqua de Sevilla) bynajmniej wodą nie jest. Ten lokalny specjał podawany jest najczęściej w szklanych dzbankach (jarra) lub mniejszych dzbankach (media jarra). Musicie uważać, bo naprawdę ma moc. Pija się go zazwyczaj w późnych godzinach. Nie podaje się go do tapasów. Raczej w…

Kontynuuj czytanie

Na tarasie w Andaluzji

– Nie macie klucza od tarasu? Takie pytanie zadał nam w osiedlowym basenie sąsiad. – Dorobię go wam. Musicie mieć. Chociażby po to, by pranie wieszać. Kolejne spotkanie, również w basenie. – Mam dla was klucz. Wyskoczył z wody, wyciągnął klucz z kieszeni i wręczył go nam, a na pytanie, ile mamy mu oddać pieniędzy,…

Kontynuuj czytanie

Andaluzyjska inspiracja na talerzu

Miałam być w Andaluzji, ale nie jestem. Cóż. Takie życie. Zamiast się załamywać, utyskiwać i marudzić zrobiłam coś innego. Postanowiłam gotować. Tak, wiem, że nie ma w tym niczego odkrywczego. Że teraz w covidowskich czasach, wielu z nas gotuje (nie zawsze dlatego, że lubi). Ja postanowiłam gotować inspirując się moją ukochaną częścią Hiszpanii i zapraszać…

Kontynuuj czytanie

Podano do stołu, czyli #eat that sock!

Podróże i jedzenie, czy może być coś przyjemniejszego? Dla mnie absolutnie nie! I nieważne, czy jest ciepło, czy trochę zimniej, bo pyszne jedzenie i cudowne miejsca mogą zamazać warunki pogodowe. Zresztą, zawsze można ubrać na siebie coś cieplejszego, przeciwdeszczowego, czy przeciw-zimowego i wyruszyć. A jeśli akurat nie planujecie dalekich wypraw, to nic straconego! Możecie wszak…

Kontynuuj czytanie

Sekrety włoskiej kuchni

Pamiętam mój pierwszy wyjazd do Italii. Nie będę ukrywać, że było to dawno temu. Neapol nocą przywitał nas przyjaźnie. Każdy powtarzał, że szukana przez nas plaża będzie za dwa kilometry. Około pierwszej w nocy doszliśmy do jakiegoś skwerku, położonego w środku bloków. Ludzie starsi i młodzież, mamy z wózkami, dzieciaki w wieku przedszkolnym ganiające radośnie….

Kontynuuj czytanie

Bardzo subiektywnie o Gibraltarze

Guinness extra cold pod palmami to dla mnie idealne połączenie. Do tego trzy kultury w cieniu jednej skały, która na dodatek, razem z afrykańską górą po przeciwnej stronie cieśniny stanowią mitologiczne słupy Herkulesa. No i historia generała Sikorskiego, który zginął tu w katastrofie lotniczej…wszystko to razem brzmi bardzo intrygująco. Tylko uważajcie na magoty! Zjechaliśmy windą…

Kontynuuj czytanie