Gdzie Carmen zwijała cygara na swych ponętnych udach

„Książęta, bankierzy, piraci, księżniczki i łotrzykowie, postaci i sytuacje w tej powieści zostały wymyślone i jakiekolwiek podobieństwo z rzeczywistymi osobami lub zdarzeniami należy uznać za przypadkowe. Wszystko tu jest fikcyjne, poza miejscem akcji. Nikt nie mógłby wymyślić takiego miasta jak Sevilla.”

Tak zaczyna się powieść „Ostatnia bitwa templariusza” Arturo Perez-Reverte. Książka nieszczególnie przypadła mi do gustu, natomiast w zupełności zgadzam się z cytatem powyżej.
Sevilla to miasto niezwykłe. Jej piękno wręcz poraża. Pomarańcze, jaśmin, azulejos, Giralda, Złota Wieża, Carmen, Don Juan.. A wszystko to nad rzeką Guadalquivir, która pamięta czasy Kolumba, Magellana i innych odkrywców….Bo Sevilla to miasto, które pamięta wiele, bo historia tworzy jego niezwykłą tkankę. To miasto, które może przyprawić o drżenie serca.

Zresztą nie bez powodu to właśnie tutaj rozgrywają się najsłynniejsze opery: Carmen, Don Juan, Cyrulik Sewilski oraz Wesele Figara. A jedna z słynnych scen Gwiezdnych wojen, czyli Atak Klonów, odbywa się na Placu Hiszpańskim.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Sevillę pomyślałam, że to nie może być prawdziwe miasto, że takie miejsca nie istnieją. Wszędzie unosił się zapach pomarańczy, w ogrodach Alcazar delikatnie szumiała woda, granaty kwitły na drzewach…Nie próbujcie jednak jeść pomarańczy z sewilliskicb drzew, są one kwaśne, więc Hiszpanie produkują z nich pyszną marmoladę i wino – słodkie, gęste i niezwykle aromatyczne. Namawiam do spróbowania, serwują je bary w okolicach słynnej katedry.

A może to było za drugiem razem?

Już nie pamiętam! Pamiętam dobrze, że pierwszy raz zobaczyła Sewillę w listopadzie. Słońce świeciło tak mocno, że momentami trzeba było chować się w cień. Promienie powodowały, że miasto błyszczało i stawało się lekko odrealnione. Ogrody Alcazaru wzywały do siebie gęstą roślinnością, kolorowymi azulejos, mauretańskim przepychem, szumem wody.

Wieczorem posileni pysznymi tapas i schłodzeni tinto de verano, wchodziliśmy w świat flamenco, który tętni do bladego świtu. Do jednego z nich trafiliśmy przez przypadek, podążając za Jeanem Reno (tak, tak). Parę lat później trafiliśmy na ten sam klub w przepięknym filmie „Exils”.

Mówi się ” Quien no ha visto Sevilla, no ha visto maravilla” . I muszę się zgodzić z tym powiedzeniem, bo prawdą jest, że „kto nie widział Sevilli, ten nie widział cudu”.

Czy ktoś obok mnie podpisuje się pod tym twierdzeniem?

Byliście w Sewilli?

 

One comment Add yours
  1. Hola!!!!
    Wtrącę swoje „trzy grosze” jako że miałam to szczęście i byłam w Sewilli.Jest jednym z najciekawszych miast Andaluzji.Zachwyt,podziw,zdumienie -to uczucia,które odczuwa się na każdym kroku.
    Niezapomnianym dla mnie było między innymi zwiedzanie Katedry,która w skali światowej nie ma sobie równych.
    Najbardziej zadziwia główny złoty ołtarz. Złoto nieomal kapie z każdej świętej postaci.
    Naprawdę warto poszperać i dowiedzieć się fascynującej historii o tej katedrze.
    Pozdrawiam wszystkich miłośników przepięknej Hiszpanii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.